Na początku lat 90-tych XX wieku po raz pierwszy dowiedziałem się o Wierze Baha`i z magazynu studenckiego „Studienczieskij Meridian”. W tym magazynie było zdjęcie Domu Skupienia w New Delhi (India), który bardzo mi się spodobał i utkwił w mojej pamięci.
Artykuł jako taki - nie pamiętam dobrze, ale na pewno wiem, że nie wpłynął na mnie wtedy, ale ziarenko już zostało zasiane.
Chociaż byłem dzieckiem, to jednak już wtedy szukałem sensu życia, zrozumienia. Przez następne lata przeszedłem przez magię, astrologię, okultyzm, aż w końcu zacząłem uczęszczać do kościoła (byłem ochrzczony w cerkwi, ale nie byłem praktykującym). Był to 1998 rok. W 1999 roku wstąpiłem do Wyższego Seminarium Duchownego w Grodnie (Białoruś). Byłem pół roku w WSD i postanowiłem się przenieść do zgromadzenia zakonnego. Zanim wstąpiłem do zgromadzenia, miałem pół roku urlopu akademickiego, więc miałem czas poczytać książki. Wiosną 2000 roku byłem w bibliotece w moim miasteczku rodzinnym Łunincu i zobaczyłem książki „Baha`u`lláh”, „Wiara Bahá`i” i inne. Te książki mnie nie przyciągnęły, ponieważ skojarzyły mi się z islamem i Arabami, byłem wtedy uprzedzony do islamu i Arabów.
Ale zobaczyłem książkę „Ojcowie, matki i dzieci” A. Furutana, która mnie od razu przyciągnęła. Do końca książki nie przeczytałem, ponieważ we wstępie przeczytałem krótką historię wiary bahá`i i jej zasady, co mnie od razu przyciągnęło i wziąłem z biblioteki książkę „Nowa światowa religia” W. Hetchera i Douglasa Martina.
Przeczytałem jednym tchem. Bardzo mnie przyciągnęło to, co tam było napisane. Cała historia powstania Wiary, życie Bába, Baha`u`llahá, `Abdu`l-Bahy, prześladowania wyznawców, zasady, cele, to wszystko bardzo mnie zachwyciło i czułem, że to jest coś naprawdę od Boga, ale nie byłem pewny przyszłości i już się nastawiłem, że pójdę do zgromadzenia. Ciekawostka odnośnie książki „Nowa światowa religia”: na okładce było zdjęcie Domu Skupienia w New Delhi, właśnie to zdjęcie, które tak utkwiło w mojej pamięci po przeczytaniu na początku lat 90-tych artykułu z magazynu studenckiego.W tej książce znajdował się adres centrum bahaickiego w Mińsku (Białoruś), więc zadzwoniłem tam i zapytałem, czy mogę przyjechać i przyjechałem. Zapoznałem się wtedy dobrze z Vasilijem i Pietrem. Z Vasilijem bardzo się zaprzyjaźniłem i podtrzymywałem przez następne lata kontakt do dnia dzisiejszego. Wtedy kupiłem tylko modlitewnik i od czasu od czasu czytałem modlitwy.
Przez następne 4 lata byłem w zgromadzeniu zakonnym. O Wierze Baha`i za bardzo nie myślałem i nikomu nie opowiadałem, jak to było na początku po przeczytaniu książek.
Od 2002 roku byłem bratem zakonnym i na początku myślałem, że to moja droga, moje powołanie, o Wierze Baha`i nie było mowy. Ale z biegiem czasu zacząłem czuć, że nie odnajduję się na tej drodze.
W 2004 roku wiosną (znowu wiosna, jak 4 lata temu) przyjechałem do Mińska na kursy księgowości i przy okazji zacząłem chodzić na spotkania bahaickie. W międzyczasie przeczytałem książki do psychologii praktycznej, które zaczęły zmieniać moje myślenie, ale jeszcze bardziej zmieniło moje myślenie i nastawienie do życia, i to na 360 stopni, książka „Alchemik” P. Koelhio. Również zacząłem czytać bahaickie książki, ale czytałem wtedy z myślą, by odnaleźć coś sprzecznego, coś co by udowodniło, że Wiara Baha`i nie jest prawdziwą religią, ale nie odnalazłem. Zadawałem pytania prowokacyjne i też nie udało się podważyć Prawdy odkrytej przez Baha`u`llaha. Później zacząłem uczestniczyć w kursach Ruhi i bahaickich warsztatach tanecznych. To wszystko miało na pewno na mnie wpływ, ale nie taki, żeby otworzyć mi oczy naprawdę, musiałem wszystko sprawdzić, dowiedzieć się od innych.
Kiedy wróciłem z kursów księgowości, powiedziałem swemu księdzu przełożonemu, ojcowi Mirosławowi, że odchodzę ze zgromadzenia. Byliśmy tak bardzo zżyci, jak ojciec i syn, że odważyłem się powiedzieć mu o moim zainteresowaniu Wiarą Baha`i (kiedy zostałem bahaitą, nie miałem odwagi powiedzieć księdzu, że jestem bahaitą, ale kiedy powiedziałem, to zrozumiał mnie). Wtedy o. Mirosław prosił mnie by być ostrożnym, ponieważ uważał, że to jest sekta. Obiecałem, że będę ostrożny, ale szukałem sensu życia wiecznego, szukałem rozwoju.
W latach 2004-2006 studiowałem w Instytucie Teologicznym w Sandomierzu. W tym czasie czytałem książki o innych religiach, rozmawiałem na czatach, na forach dyskusyjnych o wierze bahá`i, ale nie mogłem zadowolić się wypowiedziami innych na temat wiary bahá`i, tym bardziej, że większość w ogóle nigdy nie słyszała o wierze. Więc zacząłem jeszcze bardziej wczytywać się w Święte Pisma bahaickie.
Jesienią 2005 roku zacząłem czytać „Pokłosie” Baha`u`llaha, właśnie ta książka miała decydujący wpływ na mnie. Miałem jakby olśnienia odnośnie rozwoju religii, Objawicieli Bożych i odnośnie Baha'u'llaha i które to udowodniły, że Wiara Baha'i rzeczywiście jest tą religią, która zmieni świat.Postanowiłem zadeklarować się na Nowy Rok, według kalendarza gregoriańskiego, chciałem zrobić to w obecności trzech bahaitów, którzy mieli na mnie wpływ, ale brakowało jednej osoby, więc przeniosłem deklarację na Nawruz, Nowy Rok bahaicki. W tym czasie poznałem bliżej polskich bahaitów i przeczytałem kilka książek o Wierze w języku polskim, co jeszcze bardziej mnie wzmocniło w moim przekonaniu, że Wiara Baha'i rzeczywiście jest tą drogą, która pomoże mi w rozwoju duchowym osobistym i rozwoju duchowym społeczeństwa.
21 marca 2006 roku, na Nowy Rok bahaicki, Nawruz, w obecności wielu przyjaciół bahaitów, chciałbym tu wymienić 3 osoby, które miały znaczący wpływ na mój rozwój duchowy,
to: Julia Rosaluk (razem z Julią studiowałem większość Ruhi zaczynając od 1-szej), Andriej Żurawski (właśnie Andriej przywiózł książki do Łuninca) i Vasilij Kislak (pierwszy bahaita, którego poznałem i jeden z najlepszych przyjaciół). To była wielka radość dla mnie, ponieważ odnalazłem sens i cel życia - poznawanie i uwielbianie Boga, rozwój duchowy osobisty i uwierzyłem w życie wieczne. Również to była wielka radość dla wszystkich, ponieważ nikt się nie spodziewał i nie oczekiwał, że zostanę bahaitą.
Po zadeklarowaniu się nie od razu uświadomiłem, że jestem bahaitą, tak bardzo byłem zżyty z bahaitami. Dopiero na 3 dzień na spotkaniu modlitewnym u jednej rodziny bahaickiej, Małyszewych, uświadomiłem. Że wśród obecnych tylko jedna osoba nie jest bahaitą, jakaż to była radość dla mnie, że już w pełni mogę uczestniczyć w modlitwach jako bahaita, że jestem bahaitą.
Mój wybór był absolutnie świadomy i dobrowolny i dla mnie ma bardzo wielkie znaczenie.
